Reminders of him. Cząstka ciebie, którą znam - Colleen Hoover. Bardzo emocjonalna książka

by 10:57




 Kojarzycie ten moment, kiedy aż robi wam się wstyd za główną bohaterkę?

Tak właśnie miałam podczas czytania Reminders of Him. Cząstka ciebie, którą znam autorstwa Colleen Hoover.

Wyobraźcie sobie: Kenna po odsiedzeniu wyroku za spowodowanie śmierci swojego chłopaka wraca do miasteczka, w którym wszystko się zaczęło. Ma jeden cel – chce poznać swoją córkę.

I co robi jako pierwsze?

Wchodzi do baru i poznaje… najlepszego przyjaciela swojego zmarłego chłopaka. Na początku go nie rozpoznaje. Między nimi od razu pojawia się chemia i ogromne napięcie. Dochodzi do zbliżenia.

Ale Kenna dosyć szybko orientuje się, kim on jest – że to właśnie najlepszy przyjaciel Scotty’ego. I co robi dalej? Pozwala się całować. Pozwala na kolejne zbliżenie.

Wtedy zaczęłam się zastanawiać: czy ona sabotuje samą siebie już od samego początku?

Zachowanie bohaterki już na starcie wywołało u mnie bardzo skrajne emocje. To jedna z tych książek, które stawiają czytelnika przed naprawdę trudnymi moralnie pytaniami. W pewnym momencie aż niezręcznie się to czytało – ciągle zadawałam sobie pytanie: dlaczego ona tak postąpiła?

Narracja prowadzona jest z dwóch perspektyw – Kenny oraz Ledgera, czyli przyjaciela Scotty’ego.

Kenna nie jest idealną bohaterką. Ma wiele wad. Uciekła z miejsca wypadku, w którym zginął Scotty. Mogła wezwać pomoc – i właśnie dlatego dla jego rodziców jej czyn jest niewytłumaczalny.

Najbardziej emocjonalny wątek rozwija się między Kenną a matką Scotty’ego. To bardzo trudna i poruszająca relacja, szczególnie pod koniec książki.

Na początku naprawdę trudno polubić Kennę. Jednak wraz z rozwojem fabuły zaczyna pojawiać się wobec niej współczucie. Bardzo ciekawym zabiegiem jest to, że autorka najpierw wzbudza w nas wobec głównej bohaterki silne, negatywne emocje.

Kenna nie może mieć kontaktu ze swoją córką i przez całą historię czuć ogromne rozdarcie między winą, karą a pragnieniem bycia matką.

Jestem szczerze zaskoczona, ile ta książka dostarczyła mi moralnych dylematów i emocji.

Jeśli lubicie skomplikowane historie, w których jest dramat, romans i dużo emocjonalnych konfliktów – zdecydowanie polecam.

Pozdrawiam zaczytanie, 

Gaba

Zapraszam na mój BookTok: https://www.tiktok.com/@recenzjegaby



Przymierze Wróbli - Devney Perry. Najlepsze romantasy

by 10:51



Jeśli szukacie romantasy, która dosłownie zmiecie was z nóg, Przymierze Wróbli jest dokładnie tym, czego potrzebujecie. Devney Perry stworzyła historię, w której wszystko do siebie pasuje – od świata po bohaterów, po każdy zwrot fabularny.

Akcja rozgrywa się w królestwach, które drżą przed nadchodzącymi potworami. Aby uniknąć bezsensownych wojen, wymyślono tytułowe Przymierze Wróbli – przysięgę krwi, mającą związać księżniczkę i księcia dwóch różnych królestw. I to właśnie spotyka naszą bohaterkę, Odessę – choć pierwotnie przygotowywana była jej starsza siostra.

Odessa zawsze żyła w cieniu siostry, nie poświęcano jej uwagi ani szkoleń. A jednak to ją wybrał książę, zmieniając jej życie w jeden wielki chaos. Nagle musi stać się szpiegiem i przyszłą królową – zadanie, które spada na nią niczym grom z jasnego nieba. I właśnie to jest w niej fantastyczne: nie jest typową wojowniczką ani perfekcyjną księżniczką. Jest trochę niezdarna, czasem niepewna, ale ma ogromny charakter i… rude, kręcone włosy jak Merida waleczna.

Książka wciąga od pierwszych stron. Odessa to bohaterka, której kibicuje się od początku, a towarzyszący jej Obrońca jest zarówno upierdliwy, jak i onieśmielający – idealny do motywu enemies to lovers. Zadanie, które dostała od ojca – zabić najpotężniejszego mężczyznę, którego poznała – komplikuje pojawiająca się między nimi iskra przyciągania. A przecież Odessa ma męża-księcia, który zdaje się w ogóle jej nie zauważać. W efekcie powstaje fascynujący trójkąt miłosny pełen zakazanych uczuć i napięcia.

Do tego mamy podróże po nowym królestwie, mnóstwo potworów do pokonania i całą gamę interesujących postaci. Perry stworzyła nowe uniwersum, które bardzo szybko się pokocha – klimat trochę przypomina Krew i popiół, zwłaszcza jeśli chodzi o główną bohaterkę i tempo akcji.

Przymierze Wróbli jest też przepięknie wydane, a styl autorki sprawia, że czyta się ją jednym tchem. Dialogi, sceny akcji i opisy są dynamiczne i pełne życia. Sama książka wciągnęła mnie na dwa wieczory, a niektóre sceny – a jest ich kilka – będę wspominać i do nich wracać.

To zdecydowanie moje nowe ulubione romantasy i książka, do której będę wracać z ogromną przyjemnością.

Pozdrawiam zaczytanie,

Gaba

 Zapraszam na mój BookTok: https://www.tiktok.com/@recenzjegaby

x

Deep End - Ali Hazelwood | Sport, uniwersytet i hot romans

by 15:13

 


„Deep End” to połączenie gorącego romansu z motywem slow burn w uniwersyteckim klimacie. Bohaterowie są sportowcami, a tłem fabuły staje się pływalnia – treningi, zawody, presja wyników. Jednocześnie ogromną rolę odgrywa nauka, ambicja i intelektualne aspiracje. To historia o ludziach zajętych, ambitnych i niezwykle inteligentnych.

Scarlett studiuje i trenuje skoki do wody w uczelnianej drużynie. Jest po poważnej kontuzji i choć fizycznie dochodzi do siebie, wciąż zmaga się z barierami psychicznymi. Skupiona na sporcie i nauce, nie zostawia sobie przestrzeni na życie towarzyskie. Kontrola i perfekcjonizm to jej codzienność.

Lukas, kapitan uniwersyteckiej drużyny pływackiej, rekordzista i geniusz, żyje według jednej zasady: dyscyplina ponad wszystko. Lubi mieć kontrolę – nad sobą i nad otoczeniem.

Lukas jest w związku z Pen, jednak ich relacja się rozpada. Wtedy pojawia się szalony pomysł – skoro Scarlett i Lukas są do siebie tak podobni, może powinni spróbować być razem… ale wyłącznie fizycznie. Bez zobowiązań. Bez uczuć. Tylko układ. Plan zostaje wcielony w życie, lecz bardzo szybko okazuje się, że emocji nie da się wyłączyć. A wtedy wszystko zaczyna się komplikować.

Ta książka jest zdecydowanie sexy. Naprawdę – lepiej nie czytać jej w miejscach publicznych. Próbowałam w kolejce do okulisty i miałam wrażenie, że pani obok zerka mi przez ramię w najmniej odpowiednim momencie.

Sportowe tło – treningi, zawody, marzenia o igrzyskach – nadaje historii dynamiki, a studencki klimat dodaje jej lekkości. Uwielbiam takie połączenie.

To opowieść pełna kontrastów: są momenty zabawne, ale też bardzo poważne, jak wątek terapii, pracy nad sobą i stawiania granic. Bohaterowie są wobec siebie uważni, uczą się komunikacji i wzajemnego szacunku. Scarlett szczególnie mnie ujęła – jako narratorka jest szczera, autentyczna, łatwo się z nią utożsamić. Autorka świetnie oddała charakter postaci, a narracja jest płynna i wciągająca.

W tej historii pojawiają się też pierwsze „red flags” – zwłaszcza gdy Pen sugeruje, że nie do końca wycofała się z relacji z Lukasem. Mimo to podziwiam dojrzałość Scarlett w tej sytuacji. Ja chyba nie potrafiłabym zachować takiego spokoju i altruizmu.

Sceny romantyczne często szybko przechodzą w gorące momenty, które potrafią naprawdę rozpalić zmysły. Jednocześnie wątek relacyjny oparty na kontroli i stawianiu granic jest poprowadzony ciekawie i nieszablonowo. Do samego końca nie byłam pewna, jak potoczą się losy bohaterów. Relacja Scarlett i Lukasa to prawdziwa sinusoida – pełna napięcia, sekretów i chemii, która dosłownie iskrzy między nimi.

Pojawiło się kilka drobnych błędów stylistycznych i literówek, ale historia wciągnęła mnie tak bardzo, że absolutnie nie wpłynęło to na odbiór. To zdecydowanie moja ulubiona książka Ali Hazelwood i absolutne TOP lutego! 🔥📚

 Pozdrawiam Was zaczytanie, 

Gaba:) 

Anathema - Keri Lake. Gotyckie fantasty - mega wciąga!

by 13:49

 


Anathema 🖤 to jedna z tych książek, dla których zarywa się noce. Od razu poczułam podobieństwo do Dworów, ale wcale mi ono nie przeszkadza, bo uwielbiam takie motywy.

Oczywiście są pewne minusy, jak czasami niezręczne opisy, ale w końcu mamy bohaterów, w których od samego początku czuć chemię i napięcie. Sceny z ich udziałem naprawdę wciągają i sprawiają, że nie można się oderwać 🔥

Świat przedstawiony w książce jest bardzo ciekawy – pełen bogów, magii i walki o władzę. Czuć tutaj inspiracje mocną fantastyką. Na początku spis nazw i słowniczek wzbudzał moje obawy, ale w trakcie czytania autorka wyjaśnia nazwy w naturalny sposób, więc często nie musiałam do niego zaglądać.

Gotycki klimat i ciekawy pomysł na fabułę dodatkowo przyciągają uwagę. Zadanie do wykonania przez bohaterów, w tle chęć ratowania rodziny i rozwijający się romans – to naprawdę wciągające wątki, które nadają historii głębi i dynamiki.

Czy mamy nowego ulubionego bohatera męskiego? Tak! 🔥🖤 Zevander – uwielbiam Cię. Jego charakter trochę przypomina Geralta z Wiedźmina. Jedynie wkurzała mnie jego siostra, która wprowadzała sporo chaosu do historii.

Podobało mi się, że fabuła ma solidny wstęp, pozwalający spokojnie poznać świat i bohaterów, którzy spotykają się dopiero później. To świetnie buduje napięcie – czeka się na moment, gdy ich drogi w końcu się skrzyżują.

W kwestii slow burn pojawiły się kontrowersje, bo książka była reklamowana w tym stylu. I nie – zdecydowanie nie jest to slow burn. Bohaterowie poznają się dopiero po pewnym czasie, co pasuje do budowy fabuły, ale między nimi od razu pojawia się przyciąganie, a do pierwszego zbliżenia dochodzi stosunkowo szybko. Gdyby znali się od pierwszego rozdziału i uczucie pojawiało się dopiero pod koniec, wtedy można byłoby mówić o slow burn. Tutaj autorka najpierw powoli wprowadza nas w świat, buduje tło i historię, ale sam romans rozwija się dość dynamicznie.

Podsumowując – bardzo wciągająca książka fantasy, która potrafi sprawić, że czyta się ją nawet w środku nocy. Jeśli historia może wciągnąć mnie aż tak mocno, zawsze jest na tak 👍

 Pozdrawiam Was zaczytanie, 

Gaba:) 

Dodaj mnie do znajomych na Lubimy Czytać: Recenzje Gaby  


Róża w niewoli – Julie Soto. Książka na podstawie fanfiction "Aukcja"

by 13:45


 

Wojna dobiegła końca. Mroczne siły zwyciężyły, a bohater, który miał ocalić świat, nie żyje. Już sam punkt wyjścia Róży w niewoli zapowiada historię ciężką, brutalną i pełną emocji. Briony Rosewood traci wszystko – wolność, rodzinę, Magię Umysłu i świat, jaki znała. Jej lud, Eversunowie, staje w obliczu niewoli lub śmierci, a ona sama zostaje wystawiona na aukcję jak przedmiot. Jako siostra poległego dziedzica osiąga najwyższą cenę.

Po zaciętej licytacji trafia w ręce Towena – wysoko postawionego Bomarda oraz… mężczyzny, który w przeszłości był obiektem jej fascynacji. Ród Hearstów, słynący z brutalnej kontroli nad Magią Serca, jest bezlitosny w dążeniu do władzy, a Briony doskonale zdaje sobie sprawę, że zrobią wszystko, by ją wykorzystać.

Brzmi mocno? Bo taki właśnie potencjał miała ta historia.

Wielu czytelników zarzuca książce, że jest zbyt brutalna, że nie da się polubić głównej bohaterki, że po świetnym początku poziom znacząco spada, a całość przypomina inne, schematyczne fantasy. I właśnie dlatego długo zastanawiałam się, co właściwie myśleć o Róży w niewoli.

Ja dałam tej książce ogromny kredyt zaufania. Przede wszystkim dlatego, że została oparta na jednym z moich ulubionych fanfiction – Aukcji. Tam mieliśmy przebiegłego Draco, silną, inteligentną Hermionę, która do samego końca walczyła, kombinowała i nie dawała się złamać. Ich relacja była pełna napięcia, emocji i chemii, a w tle cały czas obecna była wojna i kanoniczny świat. Wszystko tam działało.

Czytanie "Róży w niewoli" zaczęłam z wypiekami na twarzy. Piękne wydanie, znana historia w nowej odsłonie, naprawdę obiecujący początek.
Fabuła przez pierwsze rozdziały podążała podobnym torem co Aukcja, pojawiały się znajome motywy i postacie. I wtedy… coś zaczęło się psuć.

Mniej więcej w połowie, gdy Briony trafia do dworu Towena, akcja wyraźnie siada. Historia się stabilizuje – niestety w najgorszym możliwym sensie. Główna bohaterka staje się chaotyczna i infantylna, a fabuła zaczyna kręcić się niemal wyłącznie wokół wątku romantycznego. Zabrakło tego, co dla mnie było kluczowe: wojny, napięcia, realnych konsekwencji i poczucia zagrożenia.

Zarzuty, że książka jest zbyt brutalna? Dla mnie – wręcz przeciwnie. Była za mało mocna. W pierwotnym fanficku ta historia była znacznie ostrzejsza i dojrzalsza. Rozumiem, że takie książki nie są dla wszystkich i że autorka mogła chcieć skierować ją do szerszego grona odbiorców. Ale ja naprawdę liczyłam na emocje i napięcie. Tymczasem dostałam bohaterkę, która głównie wzdycha do Towena, a losy jej królestwa zdają się schodzić na dalszy plan.

A potem jest jeszcze zakończenie. I niestety – dla mnie to największy problem tej książki. Kompletnie nie zgadzam się z obranym kierunkiem fabuły. Jeśli właśnie tak ma wyglądać kontynuacja w drugim tomie, to ta seria raczej nie będzie dla mnie. Historia zaczyna przypominać baśń rodem z Disneya – brakuje tylko pięknych sukienek… chociaż nie, one już tam są.

Nawet jeśli autorka postawiła na romans, próbując wygładzić historię i złagodzić jej wydźwięk, wyszło to bezbarwnie. W tej relacji nie ma intymności, nie ma chemii, nie ma emocji, które tak mocno wybrzmiewały w Aukcji. To wszystko, co sprawiało, że pierwowzór działał, tutaj zostało spłycone.

Czy Róża w niewoli ma jakieś plusy? Tak. Jest nieco inny pomysł na fabułę, pojawiają się ciekawi bohaterowie poboczni, którzy – mam nadzieję – zostaną lepiej rozwinięci w drugim tomie. Jest też specyficzny klimat, momentami kojarzący się z Bridgertonami. No i jest sentyment.

Bo prawda jest taka, że tylko sentyment do Aukcji i do samej Róży mógłby mnie przekonać do sięgnięcia po kolejną część.

 Pozdrawiam Was zaczytanie, 

Gaba:) 

Dodaj mnie do znajomych na Lubimy Czytać: Recenzje Gaby  

Gabriela Rutana & Sylwia Czekańska. Obsługiwane przez usługę Blogger.