Róża w niewoli – Julie Soto. Książka na podstawie fanfiction "Aukcja"
Wojna dobiegła końca. Mroczne siły zwyciężyły, a bohater, który miał ocalić
świat, nie żyje. Już sam punkt wyjścia Róży w niewoli zapowiada historię
ciężką, brutalną i pełną emocji. Briony Rosewood traci wszystko – wolność,
rodzinę, Magię Umysłu i świat, jaki znała. Jej lud, Eversunowie, staje w
obliczu niewoli lub śmierci, a ona sama zostaje wystawiona na aukcję jak
przedmiot. Jako siostra poległego dziedzica osiąga najwyższą cenę.
Po zaciętej licytacji trafia w ręce Towena – wysoko postawionego Bomarda oraz…
mężczyzny, który w przeszłości był obiektem jej fascynacji. Ród Hearstów,
słynący z brutalnej kontroli nad Magią Serca, jest bezlitosny w dążeniu do
władzy, a Briony doskonale zdaje sobie sprawę, że zrobią wszystko, by ją
wykorzystać.
Brzmi mocno? Bo taki właśnie potencjał miała ta historia.
Wielu czytelników zarzuca książce, że jest zbyt brutalna, że nie da się polubić
głównej bohaterki, że po świetnym początku poziom znacząco spada, a całość
przypomina inne, schematyczne fantasy. I właśnie dlatego długo zastanawiałam
się, co właściwie myśleć o Róży w niewoli.
Ja dałam tej książce ogromny kredyt zaufania. Przede wszystkim dlatego, że
została oparta na jednym z moich ulubionych fanfiction – Aukcji. Tam mieliśmy
przebiegłego Draco, silną, inteligentną Hermionę, która do samego końca
walczyła, kombinowała i nie dawała się złamać. Ich relacja była pełna napięcia,
emocji i chemii, a w tle cały czas obecna była wojna i kanoniczny świat.
Wszystko tam działało.
Czytanie "Róży w niewoli" zaczęłam z wypiekami na twarzy. Piękne wydanie, znana
historia w nowej odsłonie, naprawdę obiecujący początek. Fabuła przez pierwsze
rozdziały podążała podobnym torem co Aukcja, pojawiały się znajome motywy i
postacie. I wtedy… coś zaczęło się psuć.
Mniej więcej w połowie, gdy Briony trafia do dworu Towena, akcja wyraźnie
siada. Historia się stabilizuje – niestety w najgorszym możliwym sensie. Główna
bohaterka staje się chaotyczna i infantylna, a fabuła zaczyna kręcić się niemal
wyłącznie wokół wątku romantycznego. Zabrakło tego, co dla mnie było kluczowe:
wojny, napięcia, realnych konsekwencji i poczucia zagrożenia.
Zarzuty, że książka jest zbyt brutalna? Dla mnie – wręcz przeciwnie. Była za
mało mocna. W pierwotnym fanficku ta historia była znacznie ostrzejsza i
dojrzalsza. Rozumiem, że takie książki nie są dla wszystkich i że autorka mogła
chcieć skierować ją do szerszego grona odbiorców. Ale ja naprawdę liczyłam na
emocje i napięcie. Tymczasem dostałam bohaterkę, która głównie wzdycha do
Towena, a losy jej królestwa zdają się schodzić na dalszy plan.
A potem jest jeszcze zakończenie. I niestety – dla mnie to największy problem
tej książki. Kompletnie nie zgadzam się z obranym kierunkiem fabuły. Jeśli
właśnie tak ma wyglądać kontynuacja w drugim tomie, to ta seria raczej nie
będzie dla mnie. Historia zaczyna przypominać baśń rodem z Disneya – brakuje
tylko pięknych sukienek… chociaż nie, one już tam są.
Nawet jeśli autorka postawiła na romans, próbując wygładzić historię i
złagodzić jej wydźwięk, wyszło to bezbarwnie. W tej relacji nie ma intymności,
nie ma chemii, nie ma emocji, które tak mocno wybrzmiewały w Aukcji. To
wszystko, co sprawiało, że pierwowzór działał, tutaj zostało spłycone.
Czy Róża w niewoli ma jakieś plusy? Tak. Jest nieco inny pomysł na fabułę,
pojawiają się ciekawi bohaterowie poboczni, którzy – mam nadzieję – zostaną
lepiej rozwinięci w drugim tomie. Jest też specyficzny klimat, momentami
kojarzący się z Bridgertonami. No i jest sentyment.
Bo prawda jest taka, że tylko sentyment do Aukcji i do samej Róży mógłby mnie
przekonać do sięgnięcia po kolejną część.
Gaba:)
Dodaj mnie do znajomych na Lubimy Czytać: Recenzje Gaby

Post a Comment