Anathema - Keri Lake. Gotyckie fantasty - mega wciąga!

by 13:49

 


Anathema 🖤 to jedna z tych książek, dla których zarywa się noce. Od razu poczułam podobieństwo do Dworów, ale wcale mi ono nie przeszkadza, bo uwielbiam takie motywy.

Oczywiście są pewne minusy, jak czasami niezręczne opisy, ale w końcu mamy bohaterów, w których od samego początku czuć chemię i napięcie. Sceny z ich udziałem naprawdę wciągają i sprawiają, że nie można się oderwać 🔥

Świat przedstawiony w książce jest bardzo ciekawy – pełen bogów, magii i walki o władzę. Czuć tutaj inspiracje mocną fantastyką. Na początku spis nazw i słowniczek wzbudzał moje obawy, ale w trakcie czytania autorka wyjaśnia nazwy w naturalny sposób, więc często nie musiałam do niego zaglądać.

Gotycki klimat i ciekawy pomysł na fabułę dodatkowo przyciągają uwagę. Zadanie do wykonania przez bohaterów, w tle chęć ratowania rodziny i rozwijający się romans – to naprawdę wciągające wątki, które nadają historii głębi i dynamiki.

Czy mamy nowego ulubionego bohatera męskiego? Tak! 🔥🖤 Zevander – uwielbiam Cię. Jego charakter trochę przypomina Geralta z Wiedźmina. Jedynie wkurzała mnie jego siostra, która wprowadzała sporo chaosu do historii.

Podobało mi się, że fabuła ma solidny wstęp, pozwalający spokojnie poznać świat i bohaterów, którzy spotykają się dopiero później. To świetnie buduje napięcie – czeka się na moment, gdy ich drogi w końcu się skrzyżują.

W kwestii slow burn pojawiły się kontrowersje, bo książka była reklamowana w tym stylu. I nie – zdecydowanie nie jest to slow burn. Bohaterowie poznają się dopiero po pewnym czasie, co pasuje do budowy fabuły, ale między nimi od razu pojawia się przyciąganie, a do pierwszego zbliżenia dochodzi stosunkowo szybko. Gdyby znali się od pierwszego rozdziału i uczucie pojawiało się dopiero pod koniec, wtedy można byłoby mówić o slow burn. Tutaj autorka najpierw powoli wprowadza nas w świat, buduje tło i historię, ale sam romans rozwija się dość dynamicznie.

Podsumowując – bardzo wciągająca książka fantasy, która potrafi sprawić, że czyta się ją nawet w środku nocy. Jeśli historia może wciągnąć mnie aż tak mocno, zawsze jest na tak 👍

 Pozdrawiam Was zaczytanie, 

Gaba:) 

Dodaj mnie do znajomych na Lubimy Czytać: Recenzje Gaby  


Róża w niewoli – Julie Soto. Książka na podstawie fanfiction "Aukcja"

by 13:45


 

Wojna dobiegła końca. Mroczne siły zwyciężyły, a bohater, który miał ocalić świat, nie żyje. Już sam punkt wyjścia Róży w niewoli zapowiada historię ciężką, brutalną i pełną emocji. Briony Rosewood traci wszystko – wolność, rodzinę, Magię Umysłu i świat, jaki znała. Jej lud, Eversunowie, staje w obliczu niewoli lub śmierci, a ona sama zostaje wystawiona na aukcję jak przedmiot. Jako siostra poległego dziedzica osiąga najwyższą cenę.

Po zaciętej licytacji trafia w ręce Towena – wysoko postawionego Bomarda oraz… mężczyzny, który w przeszłości był obiektem jej fascynacji. Ród Hearstów, słynący z brutalnej kontroli nad Magią Serca, jest bezlitosny w dążeniu do władzy, a Briony doskonale zdaje sobie sprawę, że zrobią wszystko, by ją wykorzystać.

Brzmi mocno? Bo taki właśnie potencjał miała ta historia.

Wielu czytelników zarzuca książce, że jest zbyt brutalna, że nie da się polubić głównej bohaterki, że po świetnym początku poziom znacząco spada, a całość przypomina inne, schematyczne fantasy. I właśnie dlatego długo zastanawiałam się, co właściwie myśleć o Róży w niewoli.

Ja dałam tej książce ogromny kredyt zaufania. Przede wszystkim dlatego, że została oparta na jednym z moich ulubionych fanfiction – Aukcji. Tam mieliśmy przebiegłego Draco, silną, inteligentną Hermionę, która do samego końca walczyła, kombinowała i nie dawała się złamać. Ich relacja była pełna napięcia, emocji i chemii, a w tle cały czas obecna była wojna i kanoniczny świat. Wszystko tam działało.

Czytanie "Róży w niewoli" zaczęłam z wypiekami na twarzy. Piękne wydanie, znana historia w nowej odsłonie, naprawdę obiecujący początek.
Fabuła przez pierwsze rozdziały podążała podobnym torem co Aukcja, pojawiały się znajome motywy i postacie. I wtedy… coś zaczęło się psuć.

Mniej więcej w połowie, gdy Briony trafia do dworu Towena, akcja wyraźnie siada. Historia się stabilizuje – niestety w najgorszym możliwym sensie. Główna bohaterka staje się chaotyczna i infantylna, a fabuła zaczyna kręcić się niemal wyłącznie wokół wątku romantycznego. Zabrakło tego, co dla mnie było kluczowe: wojny, napięcia, realnych konsekwencji i poczucia zagrożenia.

Zarzuty, że książka jest zbyt brutalna? Dla mnie – wręcz przeciwnie. Była za mało mocna. W pierwotnym fanficku ta historia była znacznie ostrzejsza i dojrzalsza. Rozumiem, że takie książki nie są dla wszystkich i że autorka mogła chcieć skierować ją do szerszego grona odbiorców. Ale ja naprawdę liczyłam na emocje i napięcie. Tymczasem dostałam bohaterkę, która głównie wzdycha do Towena, a losy jej królestwa zdają się schodzić na dalszy plan.

A potem jest jeszcze zakończenie. I niestety – dla mnie to największy problem tej książki. Kompletnie nie zgadzam się z obranym kierunkiem fabuły. Jeśli właśnie tak ma wyglądać kontynuacja w drugim tomie, to ta seria raczej nie będzie dla mnie. Historia zaczyna przypominać baśń rodem z Disneya – brakuje tylko pięknych sukienek… chociaż nie, one już tam są.

Nawet jeśli autorka postawiła na romans, próbując wygładzić historię i złagodzić jej wydźwięk, wyszło to bezbarwnie. W tej relacji nie ma intymności, nie ma chemii, nie ma emocji, które tak mocno wybrzmiewały w Aukcji. To wszystko, co sprawiało, że pierwowzór działał, tutaj zostało spłycone.

Czy Róża w niewoli ma jakieś plusy? Tak. Jest nieco inny pomysł na fabułę, pojawiają się ciekawi bohaterowie poboczni, którzy – mam nadzieję – zostaną lepiej rozwinięci w drugim tomie. Jest też specyficzny klimat, momentami kojarzący się z Bridgertonami. No i jest sentyment.

Bo prawda jest taka, że tylko sentyment do Aukcji i do samej Róży mógłby mnie przekonać do sięgnięcia po kolejną część.

 Pozdrawiam Was zaczytanie, 

Gaba:) 

Dodaj mnie do znajomych na Lubimy Czytać: Recenzje Gaby  

Układ róż - Sasha Peyton Smith. Każdy układ ma swoją cenę

by 14:32

 


„Układ róż” przyciągnął mnie przede wszystkim piękną oprawą graficzną oraz fabułą, która zapowiadała się naprawdę obiecująco. Już od pierwszych stron można jednak zauważyć duże podobieństwo do takich serii jak „Rywalki” czy „Bezsilna”. Mamy tu bohaterkę walczącą o tytuł żony księcia Brama – jej głównym celem jest poprawa losu rodziny oraz odkrycie prawdy o układzie zawartym przez siostrę. Pojawia się również zła królowa, podstępna i nieśmiertelna Moryen, która, by utrzymać władzę, oferuje swoim poddanym różnego rodzaju układy. Piękne, długie włosy w zamian za mały palec u nogi? A może doskonała pamięć? Każda obietnica ma jednak swoją cenę.

Motyw układów jest jednym z ciekawszych elementów tej historii, ale mam wrażenie, że nie został w pełni wykorzystany. Fabuła z czasem staje się zbyt infantylna i sprawia wrażenie typowo młodzieżowej powieści.

Styl, w jakim napisana jest książka, bywa nużący – brakuje dynamiki, ciekawych dialogów, humoru oraz wciągającego wątku romantycznego. Sam pomysł na historię jest interesujący, jednak jego realizacja wypada dość nijako. Również główna bohaterka nie sprawdziła się w tej opowieści – jest niepewna siebie, mało charyzmatyczna i trudno jej kibicować czy ją polubić. Wątek romantyczny co prawda się pojawia, ale pozbawiony jest chemii; brakuje mocniejszych scen, całość jest zbyt subtelna, a przez to niestety nudna.

Jednym z nielicznych plusów jest zakończenie, które przynosi nagły i zaskakujący zwrot akcji. To ciekawe rozwiązanie fabularne i potencjalnie dobry punkt wyjścia do drugiego tomu.

Czy sięgnę po kontynuację? Na ten moment jeszcze nie wiem. „Układ róż” nieco mnie wynudził, a najbardziej interesującym elementem okazało się właśnie zakończenie. Możliwe, że druga część będzie ciekawsza, ale tylko pod warunkiem, że autorka mocniej rozwinie postacie, nada im charakteru i wyrazistości. Mimo obecności wielu bohaterek drugoplanowych, które pojawiają się w kolejnych rozdziałach i czasem przejmują narrację, sposób prowadzenia opowieści pozostaje monotonny. A szkoda, bo potencjał fabularny jest spory – styl i dialogi zdecydowanie wymagają dopracowania.

Dla mnie „Układ róż” okazał się kolejną powieścią fantasy, która powiela znane już schematy i niestety została napisana w dość słabym, nużącym stylu.

Pozdrawiam Was zaczytanie, 

Gaba:) 

Dodaj mnie do znajomych na Lubimy Czytać: Recenzje Gaby  


 

Delikatna Ucieczka - Catherine Cowles. #2 Sparrow Falls

by 14:22

 


Pamiętacie film Bezpieczna przystań? Kobieta ucieka do małego miasteczka przed swoim mężem. Albo kultowy film z Jennifer Lopez – Nigdy więcej? W takim klimacie utrzymana jest Delikatna ucieczka – druga część serii Sparrow Falls.

Thea pracuje w piekarni oraz dorywczo w sklepie ogrodniczym. Ma swój mały dom, oddalony od miasta, w spokojnym zaciszu. Jednak jej życie nie jest wolne od zagrożeń – drzwi posiadają kilka zamków, okna są zabezpieczone alarmami, a ona sama pozostaje ciągle czujna i pełna strachu.

Shepard prowadzi firmę budowlaną, należy do kochającej przybranej rodziny i wzbudza zachwyt wśród damskiej części miasteczka. Równocześnie zmaga się z własnymi traumami i nie jest gotowy na stabilny związek. Thea jako jedyna odmawia mu randki, co wywołuje u niego fascynację i chęć poznania jej bliżej. Gdy przypadkiem dowiaduje się, że kobieta potrzebuje drobnego remontu w domu, wykorzystuje okazję, by stopniowo zbliżyć się do niej – delikatnie, jak do dzikiego zwierzęcia, które trzeba oswoić. Ale czy Shepard jest gotowy na jej tajemnice?

Książka jest pełna emocji, momentami zabawna, a równocześnie porusza trudne tematy – życie w strachu, przemoc psychiczna, traumy. Cowles pokazuje złożone wnętrza swoich bohaterów, a jej styl pozwala w pełni odczuć napięcie i emocje. Małe, górskie miasteczko, urocza rodzina Colsonów, którą poznajemy coraz bliżej, i niepowtarzalna babcia Lolli, wnoszą do historii ciepło i humor. Ta kobieta jest genialna!

Autorka tworzy dojrzałych bohaterów męskich, jak Shepard czy też jego przyjaciel Anson, którzy wyróżniają się szacunkiem do kobiet. Brak tu toksycznego zachowania czy promowania narcystycznych mężczyzn wywołujących same czerwone flagi, którzy niestety często pojawiają się we współczesnej literaturze i cieszą się dużą… popularnością. Za to duży plus dla autorki!

Delikatna ucieczka to ciepły, ale też pikantny romans, pełen humoru, emocji i wątku kryminalnego. Porusza ważne kwestie, jak przemoc domowa i trauma, a jednocześnie dostarcza wielu wzruszeń i spice scen. To dobrze napisana część serii, a ja z niecierpliwością czekam na trzeci tom, którego bohaterem będzie Cope – nasz przystojny hokeista! Coś mi się wydaje, że też ma swoje tajemnice…

Pozdrawiam Was zaczytanie, 

Gaba:) 

Dodaj mnie do znajomych na Lubimy Czytać: Recenzje Gaby  


Krucha ostoja – Catherine Cowles. #1 Sparrow Falls

by 14:21

 


Rhodes to kobieta, która jako nastolatka straciła wszystko — jej bliscy zginęli w pożarze, a ona jako jedyna ocalała. Anson również dźwiga własne traumy. Ona pragnie w końcu zacząć naprawdę żyć, dlatego postanawia wyremontować swój rodzinny dom. Jej przybrany brat prowadzi firmę budowlaną, a Anson nie tylko z nim pracuje, lecz także specjalizuje się w odbudowie budynków po pożarach.

Zderzenie tej dwójki jest jak spotkanie mroku ze światłem — on gburowaty, zamknięty w sobie, trzymający dystans nawet wobec najlepszego przyjaciela; ona — ciepła, pomocna, zawsze otoczona kwiatami, przygarniająca psy i koty, którym daje tymczasowy dom. Lubię takie kontrasty charakterów. I choć mogłoby się wydawać, że ich relacja będzie schematyczna (może odrobinę jest), to proces ich zbliżenia czytałam z ogromną przyjemnością — czuć chemię, pojawiają się pikantne sceny, wzruszenia i dużo emocji. Ta książka zdecydowanie ma w sobie dużo ciepła.

Świetnym tłem całej historii jest małe miasteczko i jego mieszkańcy — tutaj każdy zna każdego, ludzie o siebie dbają… i oczywiście lubią plotki. Rhodes miała szczęście wychować się w cudownej rodzinie zastępczej, dzięki której zyskała przybranych braci i siostry. Komediowy akcent wprowadza jej babcia Lolli i jej odważne obrazki z diamencików — uwielbiam tę postać!

Cała rodzina bohaterki jest zresztą świetnie wykreowana, a sceny ich wspólnych kolacji przypominają mi amerykański serial obyczajowy, w którym każdy kolejny odcinek rozwija historie poszczególnych członków rodziny. I faktycznie — każdy tom skupia się na innej postaci z rodziny Rhodes. Autorka delikatnie przeplata ich wątki, podsuwa drobne tropy i pozwala domyślać się, jakie kolejne romantyczne pary wyłonią się w przyszłości.

Książka to jednak nie tylko romans i ciepłe rodzinne momenty. Jest tu także wyraźny, rozbudowany wątek kryminalny, który odgrywa naprawdę istotną rolę. Mam wrażenie, że Anson to trochę męski odpowiednik znanej z kryminałów Nory Roberts policjantki Ewy Dallas — klimat jest bardzo podobny.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Catherine Cowles i już wiem, że mam sporo do nadrobienia. Z innych recenzji wynika, że Anson przewijał się w poprzednich seriach autorki, więc jej bohaterowie tworzą swego rodzaju jedną, dużą literacką rodzinę. Styl Cowles bardzo mi odpowiada — widać solidny warsztat, umiejętność budowania napięcia, dbałość o detale, naturalne dialogi i prawdziwe emocje. I to wszystko bez przesłodzenia. Owszem, jest romans, ale obok niego dostajemy opowieść o przepracowywaniu traum, zaufaniu i podnoszeniu się po stracie. Romans jest tutaj wisienką na torcie, a nie jedynym daniem.

Podoba mi się też to, że nie muszę żegnać się z tymi postaciami — już czeka na mnie druga część, „Delikatna ucieczka”, o której niedługo Wam opowiem. Mała zapowiedź: tym razem główne skrzypce grają Shepard i nieśmiała Thea, którą poznaliśmy już w „Kruchej ostoi”. Zapowiada się pełna emocji historia!

Na ten moment widzę, że cała seria liczy sześć tomów, co ogromnie mnie cieszy, bo każdy z nich łączy w sobie romans (ze szczyptą spice), wątek kryminalny, dużą dawkę emocji i ciepły, niewymuszony humor. Idealny miks.

Pozdrawiam Was zaczytanie, 

Gaba:) 

Dodaj mnie do znajomych na Lubimy Czytać: Recenzje Gaby  


Gabriela Rutana & Sylwia Czekańska. Obsługiwane przez usługę Blogger.